Dlaczego rezygnuję z kominka? [Wady i zalety]

kominek

Przyznaję, że tytuł tego wpisu jest nieco naciągany bo może nie rezygnuję, ale dostrzegam wiele wad kominka i myślę o tym, jak ograniczyć jego używanie. Chciałbym w tym wpisie położyć nacisk na wady kominków, ale też potraktować cały temat nieco szerzej. Ale po kolei.

Wady kominków

Podstawowa wada kominka to posiadanie kotłowni w salonie. To nie żart – inaczej się tego nie da ująć. Po pierwsze dobrze mieć skład opału pod ręką czyli obok kominka stoi stojak na drewno. Drewno to chusteczki higieniczne z marketu więc nie jest śnieżnobiałe, a wręcz przeciwnie – sypią się z niego różne pyłki. Druga kwestia to różne robaczki, które w czasie gdy drewno jest składowane przed domem zasiedlają wybrane szczapy. Później, w domu pod wpływem temperatury zaczynają się ożywiać i wychodzą z drewnianych zakamarków spacerując wokół kominka. Jedną i drugą wadę można przeżyć, ale to pierwsze poboczne około kominkowe trudności. 

Kolejna sprawa to już sam kominek. Zacznijmy od prostszych rzeczy. Przede wszystkim kominek wymaga obsługi – dostarczyć opał do domu aby się ogrzał i dosuszył. Potem ładowanie i rozpałka – jak jest wysokie ciśnienie to przebiega to w miarę sprawnie, gorzej jak jest deszczowo i wietrznie, a takich zim jest ostatnio więcej. Wrócę jeszcze na chwilę do podpałki – obok kostek używam też papierów i kartonów. W ten sposób można załadować kominek drewnem i podpałką (kostka + papier), przyłożyć zapałkę i w 10 minut ładnie się rozpala i powoli zaczyna palić się także drewno. Zanim przejdziemy dalej dopiszmy do listy potrzebnych rzeczy zapas makulatury lub drewnianą podpałkę.

Co będzie jak się nie uda rozpalić od razu drewna? Trzeba otworzyć wkład – a to oznacza, że dym pójdzie nam do salonu. Wprawny salonowy palacz wpuści go niewiele, mi się jednak to tak dobrze nie udaje i czuć dym w części domu.

Tutaj też wychodzi kwestia przygotowania stanowiska pod kominek. Części problemów z rozpalaniem można uniknąć mając doprowadzenie powietrza z zewnątrz. Wtedy powietrze – konieczne do rozpalania – pobierane jest spoza domu i w szczelnym kanałem doprowadzane bezpośrednio do paleniska. Ja niestety mam prosty wkład kominkowy, który pobiera powietrze przez popielnik z pomieszczenia. Jeśli ogień potrzebuje powietrza to jest ono zasysane z zewnątrz wszelkimi otworami np. kanałami wentylacyjnymi. W efekcie robi się w domu chłodniej (paradoksalnie!). Oczywiście po rozpaleniu już jest ciepło 🙂  

Muszę tu uczciwie powiedzieć, że moje epizodyczne, ale nieprzyjemne problemy z rozpalaniem byłyby prawdopodobnie mniejsze, jeśli korzystałbym z kominka z doprowadzeniem powietrza z zewnątrz. Nie chciałbym nikogo nastraszyć ani zniechęcić do marzeń o kominku – ja relacjonuję tylko moje doświadczenia.

Niestety do kominka zniechęciła mnie jeszcze jedna awaria – z komina wyciekła sadza. Po zainstalowaniu nasady kominowej, zrobieniu różnych uszczelnień wokół komina na dachu udało się rozwiązać problem. Okazało się, że woda deszczowa dostawała się do komina, mieszała z sadzą i wypływała na ścianie w salonie. Tutaj muszę powiedzieć jednak tak samo co wyżej – to wina mojej instalacji, a nie kominków jako takich.

To jest strona domokonkret.pl więc teraz czas na konkrety – czyli pieniądze: 

Ile kosztuje ogrzewanie domu gazem?

Za okres 13.12.2017 – 10.06.2018 zapłaciłem 1258 zł. Zużyłem w tym czasie 678 metry sześcienne gazu co daje 7568 kWh. Do trzeba doliczyć drewno grabowe do kominka, sezonowane w drewutni około 2 lat, spalone w ilości około 2 metrów sześciennych (drewutnia 1 x 1 x 2 metry). Wartość drewna to około 450 zł. Przypominam, że dom ma 133 metry powierzchni użytkowej i jest dobrze ocieplony.  W domu była temperatura około 21 stopni ze względu na małe dziecko. Kominek był odpalany około godziny 16 i palił się do 22. 

Co z tego wszystkiego wynika?

Jeśli zbierzemy w całość moje trudności związane z użytkowaniem kominka i dodamy do tego koszt drewna, to pojawia się pokusa rezygnacji z kominka, a tym samym większego wykorzystania kotła gazowego, tak aby zachować komfort cieplny. Zasadniczo prawdopodobnie pojawi się dopłata do rachunku za gaz wynikająca chociażby ze zmiany grupy taryfowej bo zużycie znacząco wzrośnie.

W tym celu warto wyregulować okna, sprawdzić uszczelnienia parapetów, jakość drzwi, ocieplenia i punktów takich jak wyłaz na strych. Jeśli dopilnujemy tych szczegółów to zwiększone zużycie gazu może nie być tak dotkliwe. 

Czyli co – kominek ma same wady. Serio?

Zalety kominka – bardzo ważne!

Ale jak to??? – miałeś rezygnować z kominka, a tu piszesz „zalety kominka” i jeszcze, że „bardzo ważne”. O co tu chodzi???

Już wyjaśniam – w skrócie – „Sorry, taki mamy klimat” 🙂 Dosłownie i w przenośni 🙂

Korzyści z kominka są dla mnie najbardziej widoczne w dwóch sytuacjach – pierwsza to duży mróz. W dzień mamy minus 15, ale po zachodzie słońca zaczyna spadać poniżej minus 20. (O słońcu zimą pisałem we wpisie o orientacji domu.) Jeśli mamy tak niskie temperatury, to gaz naprawdę znika w oczach, a licznik gazomierza kręci się jak szalony. Wtedy kominek na drewno jest ratunkiem, choć tu trzeba zastrzec, ekonomiczny sens zależy od szczególnych warunków – jaki mamy wkład, jakiej sprawności, jaki kominek i jakie drewno (i za ile). Jak to wszystko zanalizujemy to będzie dokładnie wiadomo czy bardziej opłaca się gaz czy drewno. W takie mroźne dni docenia się także ten przysłowiowy „gorąc” jaki bije od żywego ognia. Normalnie jest uciążliwość jeśli przegrzewamy pomieszczenie, ale jeśli wrócimy zmarznięci z ulicy, to naprawdę docenia się to ciepło. Myślę, że kilkakrotnie kominek uratował mnie od przeziębienia. Z tej perspektywy kominek wygląda bardziej korzystnie – mówimy tu ciągle o dużym mrozie.

A teraz wyobraźmy sobie inną sytuację – jest jesień lub zima, na zewnątrz około zera, ale jest wichura, która zrywa przewody i powoduje nawet 24 godzinną przerwę w dostawie prądu. 24 godziny to długo – maksymalnie w mojej okolicy było to około 5 godzin. Niemniej 24 godziny to i tak nie wiele, zawsze mogą to być np. 2 dni, szczególnie jeśli mamy bardziej oddalone miejsce zamieszkania. Co wtedy? Kocioł gazowy potrzebuje prądu, standardowy zasilacz UPS kilkunastu godzin nam nie zabezpieczy. W takiej sytuacji nie znam osobiście lepszego rozwiązania niż kominek, który jest zależny tylko od drewna. Jest drewno, jest ciepło. Oczywiście są to sytuacje awaryjne, ale wytrzymanie w domu zimą bez ogrzewania to zadanie survivalowe. Mając działający kominek wszyscy domownicy przenoszą się do salonu i można przetrwać ten najtrudniejszy czas. Później, jak już „włączą prąd” też minie kilka godzin zanim uda się dogrzać dom do komfortowej temperatury.

Konkluzje kominkowe

Krótko mówiąc kominek wymaga obsługi kotłowni w salonie i składu opału pod telewizorem. Do tego trzeba zdobyć kwalifikacje starszego palacza aby sprawnie operować żywym ogniem (i dymem w gorszych przypadkach). Jednak przy dużych mrozach, a przede wszystkim w sytuacji braku prądu, jest najlepszym znanym mi autonomicznym źródłem ciepła. 

W praktyce myślę o przetestowaniu w czasie tej zimy ograniczonego używania kominka i sprawdzeniu o ile wzrośnie zużycie gazu (i pieniędzy). Jeśli jednak sytuacja zacznie przybierać niekorzystny obrót będę musiał przeprosić się z podpałką… 😉

Co o tym myślisz? Kominek czy gaz? A rozwiązanie awaryjne? Daj znać w komentarzach 🙂

Udostępnij ten wpis znajomym:

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *